Szczerość w kontakcie - właściciel/manager - Partner.
Data publikacji: 13-11-2008,
Autor: Aneta Styńska
Kategoria: Artykuły
Smuci mnie, jak słyszę, że osoby zajmujące się zawodowo czy
zarobkowo programami partnerskimi, myślą o swoich
Partnerach jak o naiwnych niewolnikach. I niestety, nie
jest to rzadkość. W dodatku przejawia się w taki sposób, że
trudno oczekiwać wzajemnych efektów we współpracy.
Jakichkolwiek efektów.
Specjalnie rozróżniam tu zajmowanie się zawodowe od
zarobkowego, ponieważ zarobkować można dosłownie na
wszystkim - czy to sprzedając garnki na bazarze czy róże w
pubach.
Od podejścia zawodowego różni je to, że jest to działanie
określone w czasie. Zatem jeśli ktoś zajmuje się daną
dziedziną zawodowo, to dla mnie oznacza to, że całą swoją
energię skupia na tym, aby być ekspertem w tym co robi.
Na różnych szkoleniach eksperci w swoich dziedzinach mówią,
że aby zostać ekspertem należy przepracować 1000 godzin w
tym, co się robi. Ja się zupełnie z tym nie zgadzam - 1000
godzin w pracy na danym stanowisku może dawać pewną podstawę
do dalszego rozwoju, ale nigdy nie powinna zostać uznana za
poziom, który kwalifikuje do bycia ekspertem w danej
dziedzinie.
Eksperckość to efekt wieloletnich zmagań z danym tematem, w
zmieniających się warunkach.
Pomyśl o internecie i PP 5 lat temu i dziś - różnica zarówno
w podejściu do PP jak i możliwości technicznych jest
ogromna! Gdyby bazować tylko na tym 1000 godzin sprzed
pięciu lat, to o jakiej eksperckości byśmy mówili?
Zatem od eksperta oczekuję poważnego podejścia do swojej pracy. Pewnie Ty również. Inaczej nie chciałbyś pójść do najlepszego lekarza, prawnika czy nauczyciela…
Innym wymiarem mylnie pojmowanej “eksperckości” są opisy
stanowisk w stopkach z podpisami. Nie wiem czemu, ale gro
osób uważa, że jak wstawi za nazwiskiem kilka mądrze
brzmiących słów, to odbiorcy takiej wiadomości będą
traktowali ich poważniej. Może będą - a może nie będą. Ale
ten kogo kręcą wyłącznie opisy stanowisk we własnym
podpisie, nie powinien kierować pracą innych osób. To trochę
tak jak z dylematem “młodego przedsiębiorcy” który nie wie,
co napisać na wizytówce, bo “właściciel firmy” brzmi i
wygląda głupio? To ja się pytam czemu głupio - po prostu
szczerze i adekwatnie do sytuacji.
I tu dochodzimy do sedna. Każdy człowiek w mniejszym lub
większym stopniu intuicyjnie wyczuwa czy i na ile jest
traktowany poważnie. Odczuwając pewien dyskomfort w relacji
może ocenić, co jest nie tak. Na tej zasadzie wie, kto go
lubi i szanuje, a kto nie. Jeśli pojawiają się wątpliwości
co do wzajemnych relacji, istnieje rozdźwięk pomiędzy tym,
co Partner słyszy od zarządzającego, a tym co jest robione.
Pojawiają się wątpliwości, które budzą lęk. Lęk zaś powoduje
reakcję wycofania się. A tym samym utratę zainteresowania,
zaangażowania i pozytywnego nastawienia do dalszej
współpracy.
Taki mechanizm na miejsce zawsze wtedy, gdy osoba
zawiadująca PP, już na poziomie mentalnym odrzuca obustronną
chęć współpracy i dialogu ze swoimi Partnerami, na korzyść
myślenia, że przy pomocy Partnerów szybko się wzbogaci. Taka
postawa według mnie wynika z kilku powodów:
1. Kompletnego braku dojrzałości zawodowej - bo uczciwy
biznes to sytuacja, gdy wszystkie strony transakcji się
szanują i chcą swojego wspólnego dobra, przy podobnym
stopniu zaangażowania.
Sytuacja, gdy praca zarządzającego koncentruje się
wyłącznie na liczeniu potencjalnych dochodów z pracy
innych, wyklucza uczciwy biznes. Współpraca to WSPÓLNA
praca.
2. Traktowania współpracy i osób współpracujących via internet, jako mniej znaczących niż tradycyjnej pracy zarobkowej w wyznaczonym miejscu. To przywiązanie do miejsc i rzeczy częstokroć blokuje rozwój dodatkowo na pozostałych płaszczyznach życia.
To ciekawa sytuacja, ponieważ w tradycyjnych warunkach
współpracy pomiędzy ludźmi, czy to na umowę o pracę czy
umowę o dzieło, zazwyczaj obie strony dbają o to, aby
dobrze wypaść przed sobą nawzajem. Dzieje się tak dlatego,
że jako ludzie mamy naturalną skłonność do prowokowania
(w pozytywnym tego słowa znaczeniu) sytuacji, w których
jesteśmy lubiani, podziwiani, doceniani i szanowani.
Wizerunek zewnętrzny z całym inwentarzem mowy ciała,
znacząco w tym pomaga.
Jednak podczas współpracy zdalnej, cała ta otoczka
człowieczeństwa zanika, a na jej miejsce zakrada się
myślenie - “skoro nikt ze współpracujących ze mną nie wie,
jak wyglądam, nie wie kim naprawdę jestem, to po co mam
udawać kogoś lepszego niż jestem - nie chce mi się”.
Z tego też powodu pracując on-line, dużo szybciej można
określić prawdziwą naturę danego człowieka. W
dodatku zdecydowanie szybciej niż w świecie
rzeczywistym, gdzie od perfekcji ludzie dopracowali
wszelkie kamuflaże.
3. Kolejna sprawa to motywacja - Jak można motywować i
kierować zespołem (a grupa Partnerów, to nic innego jak
zespół), jeśli samemu się nie ma w sobie motywacji do
działania.
Jak można przekazać innym wiarę w słuszność
tego co się robi, jeśli się w to nie wierzy?
Jak można przekazać innym entuzjazm do tego co się robi, jeśli
się go nie ma?
Jak można przekazać chęć do aktywnego działania,
jeśli się jej nie posiada?
Jak można uczyć zarabiania pieniędzy, jeśli się ich nie zarabia?
Jak mawia mój serdeczny przyjaciel (ściśle związany z PP) -
motywacja polega na pokazaniu właściwej drogi i sprawieniu,
żeby ludzie podążali za liderem, a nie na pchaniu ich tą
drogą na siłę.
Tak długo, jak długo zarządzający PP sam nie wie CO i
PO CO coś robi, tak długo PP będzie nieprawidłowo
działał, lub nie będzie działał w ogóle. Bo ludzie chcą
wierzyć, że to co robią jest słuszne. Jeśli zarządzający
tego nie wie, to z szacunku dla Partnerów lepiej zamknąć PP
niż narażać ich na bezproduktywną stratę czasu.
4. Koncentrowanie się wyłącznie na pieniądzach.
To ważna kwestia, ponieważ w każdym biznesie pieniądze
są istotne. Po to ludzie prowadzą działalność biznesową, aby
na niej zarabiać.
Tak długo jednak, jak pieniądze są jedynym motywatorem
do działania, tak długo na wszystkie działania zużywa
się zdecydowanie więcej energii niż powinno, osiągając
jednocześnie marne efekty.
Jeśli prowadząc PP wychodzi się z założenia, że
najważniejsze to zarobić jak najwięcej pieniędzy, to ten PP
ma poważny problem. Ponieważ jedynym słusznym założeniem w
tej branży jest zadawać sobie codziennie pytanie
“Co mogę zrobić, aby MOI Partnerzy mogli zarabiać więcej”
- i to robić. To gigantyczna różnica!
Jeśli zarządzający PP nauczy się patrzeć na Partnera,
jak na człowieka, dla którego pracuje, i stanie się nim
naprawdę, to pieniądze przyjdą same.
Moment, w którym pieniądze schodzą na drugi plan i w pracy zaczyna każdemu szczerze zależeć na byciu coraz lepszym w tym co się robi dla dobra swojego i innych, jest momentem kiedy pieniądze “same” zaczną napływać.
Aneta Styńska - Specjalistka ds. PP
http://stynska.info
Tags: ekspert, program partnerski, zarabianie